 |
Tylu pięknych Fairley-Dinów przybyło na ślub!
(była jeszcze młodsza córka Ruth, ale gdzieś się
w trakcie zgubiła :P) |
 |
Zastanawiam się, czy te ataki histerycznego śmiechu
Dedricka na każdej rodzinnej uroczystości mają
jakąś fachową nazwę. |
 |
Wade: Pozwól, że zanim się pobierzemy, zaśpiewam ci tę
serenadę napisaną na twoją cześć. |
 |
Mary: Nie wierzę, czyżby to miał być koniec
z patologicznymi związkami w tej rodzinie? |
 |
| Gnomy nie są zachwycone ślubem Mary :(. |
 |
Faerie: Wierzyć mi się nie chce, że znowu mnie zdradzasz.
Rozstajemy się. I tym razem nie licz na to, że do ciebie wrócę.
Aidan: To silniejsze ode mnie, czuję, jakby popychał mnie
do tego imperatyw! Powinnaś mi wybaczyć, w końcu masz
cechy dobra i przyjacielska. |
 |
Nicolas: Em... mamo, tato... może nie na ślubie Wade'a...
W tle ujarana Mary podziwia biedronki. |
 |
Faerie: W porządku.
Aidan: W porządku.
Faerie: Ale nie licz, że o tym zapomnę. |
 |
Mary: ...wydaje mi się, czy twoi rodzice właśnie się
rozwiedli na naszym ślubie?
Wade: Cóż, moja rodzina ma równie długą tradycję
patologicznych związków. Powinnaś zrozumieć.
Mary: Powiedzmy, że rozumiem. Ale wiesz, jakkolwiek
staram się być tolerancyjna i w ogóle, i wiem, że
nie jest to specjalnie formalna uroczystość,
to naprawdę nie powinieneś liczyć na to, że
weźmiesz ze mną ślub w tym stroju. |
 |
Wade: Tak lepiej?
Mary: Lepiej. |
 |
| Wade: No to... możemy zaczynać? |
 |
| Miłość do ciebie totalnie mnie uskrzydla <3. |
 |
Zaczynajcie już, czekamy!
(rany, ile w tym mieście jest wróżek) |
 |
| Poruszeni do głębi. |
 |
Wade: Uhm... nie jestem pewien, czy trafię
ze zdenerwowania... |
 |
| Mary: Hej, poradzisz sobie. |
 |
| Ja w każdym razie ćwiczyłam... |
 |
| ...żeby się upewnić, że będziesz już na zawsze mój. |
 |
Wade: Myślę, że pomimo wysiłków moich rodziców to najpiękniejsza chwila w moim życiu. |
 |
| <33333 |
 |
| Goście wciąż są poruszeni. |
 |
| Czas na gwóźdź programu. |
 |
Gnomy wciąż cierpią.
Bittertroter: Nie wiem, co gorsze, ślub czy rozstanie,
ale jestem skłonny twierdzić, że to pierwsze. |
 |
Wade: Mary, skarbie, naprawdę nie musisz zabierać do
domu tyle tego ciasta. Mój ojciec pracuje jako kucharz.
Moja siostra pracuje jako kucharz. Mój brat też pracuje
jako kucharz... |
 |
Przed pójściem do domu czeka nas jednak rozdanie
dyplomów. Nie wiem, co podziwiać bardziej - prawilną
czapkę Gary'ego czy płaczącego Aidana w tle. |
 |
O, udało się jednak złapać młodszą córkę Ruth.
Poznajcie Jennifer. Ma śliczny kolor włosów po mamie
i śliczny biczfejs (na szczęście tylko na tej foci). |
 |
| Faerie wykończyły wrażenia. Gary jest zdegustowany. |
 |
Demetria: Wie pani, to bardzo miło z pani strony, że
pozwoliła mi pani mieszkać w tym domu... przynajmniej
dopóki ta afera z moimi dziadkami nie ucichnie.
Ginny: Drobiazg, dziecko. Właściwie to chodziło mi
o Mary i Wade'a. Powinni mieć trochę przestrzeni dla
siebie. Jestem pewna, że jesteś urocza, ale...
sama rozumiesz. Twoja matka wciąż nie podjęła decyzji,
żeby wyprowadzić się od rodziców i...
Demetria: Taaak, znam tę historię z jej perspektywy. |
Kiedy chciałam wprowadzić Mary do Wade'a, pokazywało mi się, że jest za dużo osób w domu, chociaż razem z Mary było tylko 7 :P (może to przez to, że mają niewiarygodne ilości psów). Więc za to wprowadziłam do nas Demetrię, żeby zrobić miejsce - bo wciąż miałam nadzieję, że Aidan i Faerie się pogodzą (nope, wyprowadził się w chwilę potem), a Jennifer jest za mała, żeby zabierać ją matce. Wiem, że to trochę wbrew regułom, ale no, na kilka dni, póki nie przestanie być nastolatką.
 |
Poza tym jest ładna, ma dobry gust i nosi bieliznę
kolorystycznie dopasowaną do skrzydeł. |
 |
| ...nie, Gary, twojego doboru bielizny nie chcieliśmy oglądać. |
Wiecie co? Za nieudane stylizacje traci się na relacjach z simami. Jeżu w borze, całe miasto będzie go nienawidzić.
 |
| Ginevra wyruszyła rozwiązywać dalej sprawę. |
 |
| Ale chyba nie wszystko idzie, jak sobie wyobrażała. |
 |
10 simoleonów ci nie wystarczy? Uch... dobra, niech
będzie 25. |
 |
| I to jest już oferta nie do odrzucenia. |
 |
Tak, uwielbiam nosić damskie buty... przyznaję, to
nie był właściwy sposób załatwienia sprawy, ale wiesz,
jak trudno je zdobyć facetowi? |
 |
| Jaki jest twój rozmiar, ślicznotko? |
 |
Ginny: Mam nadzieję, że to koniec, bo to jedna z najbardziej
wtfnych spraw, jakie rozwiązywałam, a to coś znaczy. |
 |
| Jakie piękne dziecko! |
 |
| Gnomy chyba lubią zimę :D. |
 |
| Śmierć najwyraźniej nie zmieniła nawyków Nagini :P. |
 |
Gary zaprosił Mandi. Niestety, chyba w niezbyt
odpowiednim momencie. |
 |
Na szczęście szybko się pozbierała. Właściwie jest całkiem
ładna... i ma dobry gust. |
 |
| I powoli zaczynają się dogadywać. |
 |
| Aww <3. |
 |
| Gary i Mandi najwyraźniej rozwijają swoją relację. |
 |
Moją pierwszą reakcją było: "COOOOO??? Przecież
Pan Darcy ma jeszcze dobre kilka dni życia". |
 |
No i słusznie, bo okazało się, że Śmierć przybył po
psa Mandi. |
 |
| Żegnaj, Mariko. |
 |
| Niech ci się wiedzie w Psim Niebie. |
 |
| Na pewno znajdziesz tam doborowe towarzystwo. |
 |
Gary: Więc... co masz zamiar robić po liceum? Powinnaś
znaleźć coś, w czym się odnajdujesz. Ja na przykład tworzę
unikalne stroje i jestem niesamowicie awangandrowy,
więc zostałem stylistą. |
 |
Demetria: Nie jestem pewna, ale niedawno zainspirował
mnie twój tata. No i Mary, niedawno zaczęła karierę
sportową, a wydaje się w niej odnajdywać. A ja już
podnoszę 80 kg i...
Gary: Zaraz, co? |
(Demetria ma cechę sprawna fizycznie. Poza tym dobra, oszczędna i nie cierpi sztuki).
 |
Gary: Rany boskie, jestem takim frajerem, nawet nastolatka
jest ode mnie lepsza. |
 |
Demetria: Hm... odczuwam coś na kształt second
hand embarrassment. |
 |
Właściwie po co to komu wykształcenie i kariera?
Może lepiej pierdolnąć to wszystko i wyjechać w Bieszczady? |
 |
Gary w końcu stwierdził, że w zostaniu gwiazdą stylizacji
może być pomocne pójście do pracy. |
 |
| Rany, najwyraźniej ten gust przenosi się drogą kropelkową. |
 |
Randomowy Tatuażysta: Hm... nie jestem przekonany co do tego pomysłu. |
 |
Gary: Tak, mnie też czegoś tu brakuje... szpilki byłyby idealne. |
 |
| RT: Szpilki? Ale... znasz się na tym, co robisz, prawda? |
 |
| Gary: Może gdyby jeszcze zrobić inne cięcie... |
 |
| Totalnie mi zaufaj, robię to od wieków. |
 |
| RT: Więc... to ma być mój nowy outfit? |
 |
Gary: Hm... może jednak należało przeforsować te szpilki. |
 |
Gary: Hej, w końcu widać wszystkie twoje tatuaże! Po co je robiłeś, skoro je zasłaniasz? |
 |
RT: Nie rozumiesz, styl na mrocznego rockmana był modny wcześniej, teraz laski lecą na wrażliwych intelektualistów. |
 |
Gary: ...naprawdę lecą? RT: Uch, moja wrażliwość jest tak wielka, że zaraz się popłaczę. |
 |
| No i skończyło się do przewidzenia :P. |
Na zakończenie obiecana focia piętra.
Ostatni pokój jest nieurządzony nie z braku kasy, a z braku pomysłów. (Tzn. w grze jestem kilka dni do przodu i właśnie go urządziłam).
Zielony pokój jest Gary'ego, Mary używała najpierw fioletowego, później białego, tym drugim na biurku stoi jej fotografia ze studniówki i leży korona królowej balu.
W jakiej miejscówie mamy dom, też jeszcze nie pokazywałam.
 |
W dobrej. Z jednej strony ratusz, park miejski i ładne góry... |
 |
| ...a z drugiej więcej gór. |